Wiek: 8+
Dziewięcioletni Tim przepada za oglądaniem telewizji. Lubi też rysować, czytać i rozwiązywać łamigłówki. W szkole jest dobry ze wszystkich przedmiotów oprócz...wf. Dlatego tata postanawia wysłać go w wakacje na obóz sportowy. "Wakacje w Krainie Przygody" - to brzmi zachęcająco. Zwłaszcza dla taty, który był w szkole znanym sportowcem. Jednak Tima wizja obozu wpędza w przerażenie. Co więcej, niestety jego wyobrażenia się spełniają. Jedzie na obóz z pluszowym misiem pod pachą, co wywołuje zdegustowaną minę taty. Poza tym okazuje się, że w grupie jest największym fajtłapą, obok chłopca szybko nazwanego Łasuchem. To przez nich dwóch Tygrysy przegrywają w kolejnych obozowych rywalizacjach.
Jakoś nie spodobała mi się ta książka. Drażniła mnie bardzo postawa ojca wobec syna, wyzywanie dziecka od maminsynków i próba zrobienia z niego "twardziela". Żal mi było Tima, który wielokrotnie był na obozie po prostu przerażony, a najczęściej czuł się gorszy, odrzucony i wiecznie wyśmiewany. Nie lubię takich sytuacji, nie lubię takich książek dla dzieci.
W końcu Tim znajduje przyjaciół i nabiera wiary w swoje umiejętności. Ale jaką cenę musi za to wcześniej zapłacić:(
czwartek, 19 grudnia 2019
środa, 18 grudnia 2019
"Święta dzieci z dachów" Marten Sanden
Wiek: 7+
Kolejna adwentowo-świąteczna, piękna książka od Wydawnictwa Zakamarki.
Trójka dzieci ucieka na początku grudnia z domu dziecka. Tęsknota za miłością, bliskością, rodziną jest tak wielka, że są w stanie uwierzyć we wszystko. Dlatego właśnie Stella i mały, tajemniczy Issa wysiadają na dworcu w Sztokholmie ze swoją przyjaciółką Mago, podążają za jej marzeniem, że tu właśnie spotka się ze swoim tatą, który zabierze cała trójkę do szczęśliwego domu.
Na dworcu spotykają staruszka, który prosi o datek. Pojawia się też Pirania, jedna z dzieci z dachów. To ona przedstawia trójce przybyszów sytuację żebraka. Issa musi pomóc Niklassonowi odzyskać tożsamość. A ma na to czas do świąt. Pomagają mu dzieci z dachów i Miriam, właścicielka pięknego sklepu.
To dość nierówna książka. Na początku smutna, ale i realistyczna. Moje matczyne serce wypełniło się przerażeniem przy czytaniu o samotnych dzieciach - uciekinierach, które spędzają zimę na ulicy. Potem zaczyna się robić magicznie. Ale i trochę oklepanie ;) Pojawiają się elfy, renifery i fabryka Mikołaja. Jest też czarny charakter i zagadka ;) Przez pierwsze kilka rozdziałów akcja snuje się wolno i płynnie. Potem nagle przyspiesza i staje się trochę płytka i chaotyczna.
Ale to i tak nie przeszkadza w tworzeniu świątecznego klimatu:) A happy end w pełni pasuje do wigilijnego nastroju.
W trakcie lektury odnalazłam kilka nawiązań do innych książek, które na pewno nie umkną wytrawnym czytelnikom;)
Na pewno na uwagę zasługuje wydanie, jak zwykle w Zakamarkach-piękne, głównie dzięki nastrojowym ilustracjom i dużemu formatowi.
Kolejna adwentowo-świąteczna, piękna książka od Wydawnictwa Zakamarki.
Trójka dzieci ucieka na początku grudnia z domu dziecka. Tęsknota za miłością, bliskością, rodziną jest tak wielka, że są w stanie uwierzyć we wszystko. Dlatego właśnie Stella i mały, tajemniczy Issa wysiadają na dworcu w Sztokholmie ze swoją przyjaciółką Mago, podążają za jej marzeniem, że tu właśnie spotka się ze swoim tatą, który zabierze cała trójkę do szczęśliwego domu.
Na dworcu spotykają staruszka, który prosi o datek. Pojawia się też Pirania, jedna z dzieci z dachów. To ona przedstawia trójce przybyszów sytuację żebraka. Issa musi pomóc Niklassonowi odzyskać tożsamość. A ma na to czas do świąt. Pomagają mu dzieci z dachów i Miriam, właścicielka pięknego sklepu.
To dość nierówna książka. Na początku smutna, ale i realistyczna. Moje matczyne serce wypełniło się przerażeniem przy czytaniu o samotnych dzieciach - uciekinierach, które spędzają zimę na ulicy. Potem zaczyna się robić magicznie. Ale i trochę oklepanie ;) Pojawiają się elfy, renifery i fabryka Mikołaja. Jest też czarny charakter i zagadka ;) Przez pierwsze kilka rozdziałów akcja snuje się wolno i płynnie. Potem nagle przyspiesza i staje się trochę płytka i chaotyczna.
Ale to i tak nie przeszkadza w tworzeniu świątecznego klimatu:) A happy end w pełni pasuje do wigilijnego nastroju.
W trakcie lektury odnalazłam kilka nawiązań do innych książek, które na pewno nie umkną wytrawnym czytelnikom;)
Na pewno na uwagę zasługuje wydanie, jak zwykle w Zakamarkach-piękne, głównie dzięki nastrojowym ilustracjom i dużemu formatowi.
"Sznurówka, ptak i ja" Ellen Karlsson
Wiek: 8+
Żeby nie było tak monotematycznie przedświatecznie i zimowo, tym razem przenosimy się książkowo do wakacji i lata. Selma spędza je u dziadków na szwedzkiej wyspie. Po wakacjach ma zmienić szkołę, co trochę ją martwi i stresuje, a trochę nie. Bo w starej szkole w mieście i tak nie ma żadnej przyjaciółki. Selma ma za to w sobie dziwnego ptaka, który ciągle dziobie ją w serce i wypomina: a to brak przyjaciółki, a to, że się do czegoś nie nadaje, a to że czegoś nie umie...
Na wyspie Selma stara się udawać, że nie słyszy ptaka. I stara się nie przejmować brakiem przyjaciółki.
Wszystko się zmienia, kiedy poznaje zawadiacką, pełną energii i pomysłów, odważną Sznurówkę. Sznurówka nosi czapkę z daszkiem, nie ma oporów przed niczym i o wszystkim potrafi mówić "prosto z mostu". Dziewczynki zaprzyjaźniają się, zakładają Klub Miłośników Przyrody. To dzięki Sznurówce Selma zaczyna wierzyć w siebie i swoje możliwości. I to Sznurówka ostatecznie przegania dziobiącego Selmę ptaka!
Ta w sumie dość niepozorna książka porusza dwa bardzo ważne tematy: wewnętrznego krytyka i wagi dziecięcej przyjaźni. Wg mnie nie powinno się zostawić dziecka sam na sam z tą lekturą. Zwłaszcza z takim, które ma w sobie dziobiącego ptaka, warto o nim porozmawiać przy okazji czytania. Być może i ono znajdzie kogoś, kto pomoże wygonić krytykującego potwora.
Żeby nie było tak monotematycznie przedświatecznie i zimowo, tym razem przenosimy się książkowo do wakacji i lata. Selma spędza je u dziadków na szwedzkiej wyspie. Po wakacjach ma zmienić szkołę, co trochę ją martwi i stresuje, a trochę nie. Bo w starej szkole w mieście i tak nie ma żadnej przyjaciółki. Selma ma za to w sobie dziwnego ptaka, który ciągle dziobie ją w serce i wypomina: a to brak przyjaciółki, a to, że się do czegoś nie nadaje, a to że czegoś nie umie...
Na wyspie Selma stara się udawać, że nie słyszy ptaka. I stara się nie przejmować brakiem przyjaciółki.
Wszystko się zmienia, kiedy poznaje zawadiacką, pełną energii i pomysłów, odważną Sznurówkę. Sznurówka nosi czapkę z daszkiem, nie ma oporów przed niczym i o wszystkim potrafi mówić "prosto z mostu". Dziewczynki zaprzyjaźniają się, zakładają Klub Miłośników Przyrody. To dzięki Sznurówce Selma zaczyna wierzyć w siebie i swoje możliwości. I to Sznurówka ostatecznie przegania dziobiącego Selmę ptaka!
Ta w sumie dość niepozorna książka porusza dwa bardzo ważne tematy: wewnętrznego krytyka i wagi dziecięcej przyjaźni. Wg mnie nie powinno się zostawić dziecka sam na sam z tą lekturą. Zwłaszcza z takim, które ma w sobie dziobiącego ptaka, warto o nim porozmawiać przy okazji czytania. Być może i ono znajdzie kogoś, kto pomoże wygonić krytykującego potwora.
poniedziałek, 16 grudnia 2019
"Patrz, Madika, pada śnieg!" Astrid Lindgren
Wiek: 4
Jest niedziela. Na Czerwcowym Wzgórzu wszyscy jeszcze śpią. A rano wita ich niespodzianka: pada śnieg! To okazja do wesołych zabaw i bitwy na śnieżki! Niestety, następnego dnia Madika ma gorączkę i nie może iść z Alvą do sklepu po gwiazdkowe prezenty, tak jak jej młodsza siostra Lisabet.
Przed sklepem w mieście Lisabet spotyka małego Gustawa, jadącego na gapę na płozach z tyłu sań. Chłopak tak się przechwala, że Lisabet też chce wypróbować tej sztuczki. Jednak, niespodziewanie, sanie Anderssona, na których stanęła, ruszyły i powiozły ją daleko za miasto! Gdy pijany woźnica odkrywa pasażera na gapę, zostawia dziewczynkę w lesie, by sama wracała do domu. Biedna Lisabet brnie przez zaspy i już wcale nie lubi śniegu! Czy ktoś ją uratuje?
A w domu czeka stęskniona i zmartwiona siostrzyczka. Rodzice wraz z sąsiadami i Alvą wyruszyli na poszukiwanie zguby w ciemną noc...
Po pierwsze to trzymająca w napięciu opowieść, poruszająca wiele tematów: i siostrzane relacje, i konsekwencje nierozważnych decyzji, i nieodpowiedzialność dorosłych, i troskę rodziców. Ważna do dyskusji z dzieckiem.
I piękne zdanie, podsumowujące troskę rodziców i siostry, poszukujących małej Lisabet:
„No bo pewnie, że to duża różnica, czy jest dwoje dzieci, czy tylko jedno.”
Po drugie: książka jest po prostu piękna! Duża, w twardej okładce i tak bardzo, bardzo zimowa! Urocze ilustracje można oglądać bez końca:)
Jest niedziela. Na Czerwcowym Wzgórzu wszyscy jeszcze śpią. A rano wita ich niespodzianka: pada śnieg! To okazja do wesołych zabaw i bitwy na śnieżki! Niestety, następnego dnia Madika ma gorączkę i nie może iść z Alvą do sklepu po gwiazdkowe prezenty, tak jak jej młodsza siostra Lisabet.
Przed sklepem w mieście Lisabet spotyka małego Gustawa, jadącego na gapę na płozach z tyłu sań. Chłopak tak się przechwala, że Lisabet też chce wypróbować tej sztuczki. Jednak, niespodziewanie, sanie Anderssona, na których stanęła, ruszyły i powiozły ją daleko za miasto! Gdy pijany woźnica odkrywa pasażera na gapę, zostawia dziewczynkę w lesie, by sama wracała do domu. Biedna Lisabet brnie przez zaspy i już wcale nie lubi śniegu! Czy ktoś ją uratuje?
A w domu czeka stęskniona i zmartwiona siostrzyczka. Rodzice wraz z sąsiadami i Alvą wyruszyli na poszukiwanie zguby w ciemną noc...
Po pierwsze to trzymająca w napięciu opowieść, poruszająca wiele tematów: i siostrzane relacje, i konsekwencje nierozważnych decyzji, i nieodpowiedzialność dorosłych, i troskę rodziców. Ważna do dyskusji z dzieckiem.
I piękne zdanie, podsumowujące troskę rodziców i siostry, poszukujących małej Lisabet:
„No bo pewnie, że to duża różnica, czy jest dwoje dzieci, czy tylko jedno.”
Po drugie: książka jest po prostu piękna! Duża, w twardej okładce i tak bardzo, bardzo zimowa! Urocze ilustracje można oglądać bez końca:)
poniedziałek, 9 grudnia 2019
"Święta z Anią" L.M. Montgomery
Tym razem klasyka na Boże Narodzenie :) Niezawodna pani Montgomery w świąteczny wydaniu:)
To zbiorek kilku opowiadań o tematyce ściśle bożonarodzeniowej. Dwa z nich pochodzą z książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Reszta była pisana "pod zamówienie", do czasopism, zgodnie z narzuconymi wytycznymi. Pojawia się w nich lekkie moralizowanie, są cukierkowe i dość proste. Nie ma się co dziwić. Właśnie tego oczekiwali czytelnicy przedświątecznych wydań gazety, w związku z tym tego wymagał wydawca. Montgomery, mimo, że nienawidziła pisać tych opowiadań na zamówienie, ze względów finansowych musiała to robić przez całe życie.
Jednak w grudniu nie można oczekiwać chyba przyjemniejszej lektury dla nastolatki, która chce poczuć świąteczny nastrój płynący z kartek książki. Wszystkie opowiadania są przesycone ciepłem, dobrocią, nostalgią. Jak to bywa często u Montgomery, duch Bożego Narodzenia potrafi skruszyć nawet twarde serca, obudzić w duszy pragnienie czynienia dobra drugiemu człowiekowi, zdziałać cuda i przynieść niesamowite niespodzianki:)
Uwielbiam książki L.M. Montgomery. Nie mogło więc zabraknąć "Świąt z Anią" w grudniowy wieczór przed kominkiem :)
czwartek, 5 grudnia 2019
Książka mojego dzieciństwa: "Fotoplastykon" Krystyna Siesicka
Bardzo lubię wracać do książek Siesickiej. I tych typowo młodzieżowych, i tych bardziej "dorosłych", starszych i nowszych.
"Fotoplastykon" to raczej młodzieżówka i to taka starsza, wydana w 1969 roku.
Po wypadku Jana zostaje uziemiona w łóżku. Nie może chodzić. Czuje się trochę znudzona, trochę zepchnięta na margines życia, odsunięta od świata. Niby każdy do niej na chwilę wpadnie, ale to tylko takie przerywniki. Kiedyś dużo pisała, w biurku ma schowanych kilka rękopisów powieści. Tata proponuje, by wróciła do tego zajęcia. Jednak dziewczyna twierdzi, że "nie można napisać powieści, jeżeli nie ma się żadnej pożywki dla wyobraźni (...). Jeżeli wokół człowieka nic się nie dzieje. A przecież wokół mnie nie dzieje się nic".
Czy rzeczywiście? Przecież pięć osób pod jednym dachem "to nie tylko pięć par kapci w korytarzu i nie tylko brzęk zmywanych naczyń." Przecież dom to też świat. I tu na pewno coś się dzieje. Jana zaczyna bacznie obserwować codzienność swojej rodziny i spisywać swoje spostrzeżenia.
Z tych zapisków wyłania się obraz całkiem zwyczajnej, bardzo sympatycznej rodziny. Poznajemy problemy szkolno-towarzyskie 15-letnich bliźniaków, rozterki filozoficzno-egzystencjalne Agaty, szalone pomysły Jaśka-sportowca, w tle przewijają się ich koledzy i koleżanki, a nawet dyrektor z tatowego przedsiębiorstwa, który ma złożyć wizytę.
Jana jest dobrą słuchaczką i obserwatorką. Rodzeństwo często wpada na chwilę do jej pokoju, by zwierzyć się ze swoich problemów, opowiedzieć śmieszne wydarzenie w klasie, poradzić się, choć chwilami moralizatorski ton starszej siostry trochę ich irytuje.
W brulionie Jany dużo jest dojrzałości, trafnych wniosków, przemyśleń.
Nie ma tu jakiejś konkretnej akcji. To zbiór obrazów, historyjek, scenek, z jakich składa się codzienne życie rodziny.
Może ta krótka powieść trochę trąci myszką, ale nadal czyta się ją bardzo przyjemnie.
środa, 4 grudnia 2019
"Nazywam się...Maria Skłodowska-Curie" Lluis Cugota
Wiek: 10+
Mimo, że książeczka wygląda dość niepozornie-jest cienka, bogato ilustrowana - to jest wielką skarbnicą wiedzy! I to takiej, która okazuje się przystępna dla nieco starszego dziecka. Nie bez powodu książka stała się lekturą szkolną dopiero w VI klasie, a wg mnie mogłaby i w starszej.
Czy dzieci wiedzą, kim była Maria Skłodowska-Curie? Niektóre kojarzą, że dostała Nagrodę Nobla. Ale za co? Co robiła? To już często trudniejsze pytania.
Książka jest biografią mającą przybliżyć dzieciom tę postać. Obok faktów z życia noblistki, znajdziemy tu mnóstwo fachowych informacji na temat tego, co robiła w laboratorium, jak odkrywała pierwiastki, jak badała z mężem promieniotwórczość. A w tle wydarzenia codzienne: narodziny dzieci, spotkania z bliskimi. Wcześniej-nauka, pierwsza praca, wyjazd do Paryża.
Autor używa wielu naukowych nazw, zwrotów przy opisie doświadczeń. Na pewno łatwiej będzie poznawać pracę pani Marii uczniom, którzy mieli już do czynienia z chemią, fizyką, znają takie pojęcia jak atom, pierwiastek itp.
Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, czytelnik ma więc poczucie, jakby słuchał opowieści samej Marii Skłodowskiej.
Książka jest fascynująca, nie tylko dla dzieci. Dorosły czytelnik też może się z niej sporo dowiedzieć.
Mimo, że książeczka wygląda dość niepozornie-jest cienka, bogato ilustrowana - to jest wielką skarbnicą wiedzy! I to takiej, która okazuje się przystępna dla nieco starszego dziecka. Nie bez powodu książka stała się lekturą szkolną dopiero w VI klasie, a wg mnie mogłaby i w starszej.
Czy dzieci wiedzą, kim była Maria Skłodowska-Curie? Niektóre kojarzą, że dostała Nagrodę Nobla. Ale za co? Co robiła? To już często trudniejsze pytania.
Książka jest biografią mającą przybliżyć dzieciom tę postać. Obok faktów z życia noblistki, znajdziemy tu mnóstwo fachowych informacji na temat tego, co robiła w laboratorium, jak odkrywała pierwiastki, jak badała z mężem promieniotwórczość. A w tle wydarzenia codzienne: narodziny dzieci, spotkania z bliskimi. Wcześniej-nauka, pierwsza praca, wyjazd do Paryża.
Autor używa wielu naukowych nazw, zwrotów przy opisie doświadczeń. Na pewno łatwiej będzie poznawać pracę pani Marii uczniom, którzy mieli już do czynienia z chemią, fizyką, znają takie pojęcia jak atom, pierwiastek itp.
Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, czytelnik ma więc poczucie, jakby słuchał opowieści samej Marii Skłodowskiej.
Książka jest fascynująca, nie tylko dla dzieci. Dorosły czytelnik też może się z niej sporo dowiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






